Dla mnie nie jest niczym dziwnym, że kryzys dotknął w pierwszej kolejności właśnie Grecję. Przez 10 dni nie widziałem może za wiele, ale to co udało mi się zaobserwować budujące nie było. W Panteleimonas sporo turystów - hotele, apartamentowce pełne. Wieczorem kwitnie uliczny handel - ciuchy (głównie podróby dobrych marek), owoce (głównie z własnych sadów, przywiezione własnym transportem) sprzedawane wprost z samochodów, na plaży można kupić dokładnie wszystko - biżuterię, okulary, zegarki (oczywiście też podrabiane) ... . Tylko przyklasnąć, że przynajmniej części Greków "się chce". Niby fajnie ale jest w tym wszystkim duże ALE. Otóż z tego całego turystycznego zamieszania państwo nie ma nic. Hotele i apartamentowce pękające w szwach są wciąż w budowie - w związku z tym nikt nie odprowadza stosownych podatków. Podobnie handlujący - żadnych kas fiskalnych, paragonów. Jednym słowem miasteczka turystyczne pełne ludzi, gwar jak w mrowisku, pieniążki skaczą z kieszeni do kieszeni a państwo nic z tego nie ma. Znaczy ma - obowiązki socjalne. Trzynastki, czternastki, superemerytury i inne takie wynalazki. Nie znam się na makroekonomii i przepływach finansowych w gospodarce, ale to co widziałem wystarczająco mnie przekonuje, że raczej byłoby dziwne gdyby Grecja nie miała finansowych problemów.
czwartek, 24 listopada 2011
czwartek, 17 listopada 2011
100.60cztery
Powyżej wspomnienia z wakacji - tak na przekór temu co za oknem!
No dobra, dobra - wiem, że coraz gorsze zdjęcia wieszam na blogu. Ale przecież nie o to chodzi, żeby same wiekopomne dzieła tworzyć. Równie ważne jest by dobrze się bawić :)
Na przykład tak jak nasze dzieciaki podczas kąpieli w Morzu Egejskim.
poniedziałek, 14 listopada 2011
100.60trzy
Fotografia jest zdecydowanie mało odkrywcza. Ale pamiętam, iż bardzo wzruszyłem się bo facet dzwonił do Polski i po naszemu rozmawiał. Do dzisiaj mnie to wzruszenie trzyma ... :)
(To tak na okoliczność święta co właśnie minęło.)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


